Moje Baby- zdjęcia dzieci

Pozwólcie na małą dygresję w toku mojej opowieści o dzieciach. Chciałbym po prostu podzielić się taką małą refleksją na temat  tego jak portale społecznościowe  wypierają jakieś sensowne pomysły w zamian oferując… no właśnie co? Zastanawiałem się dlaczego większość serwisów internetowych(w tym niestety i mój) zanotowały w ostatnich miesiącach znaczny odpływ użytkowników. No i doszedłem do wniosku, że przechodzą oni na ciemną stronę mocy (czytaj na facebooka i tym podobne). Dlaczego dla mnie to zło? Zło to może za dużo powiedziane ale jest to kolejny gadżet, który głośno ofiarując nam ciekawe możliwości i ułatwienia po cichu coś zabiera. Myślę, że coś istotnego.

Jak telefon komórkowy.

Pomyśl.

Reklamy

Zasypujemy nasze dzieciaki zabawkami. Nie znam pokoju dziecięcego , w którym nie byłoby tysięcy pluszaków, samochodzików(chłopcy), lalek (dziewczynki),  kredek, klocków, farbek… rzeczy, rzeczy, rzeczy…

I może to nie jest takie złe. W końcu po coś te dzieci się ma! Ale ja chciałem zwrócić uwagę na inny fenomen bycia dzieckiem. Nie wiem czy to potwierdzicie, ale w zalewie tych wszystkich wspaniałości dziecko wybiera sobie jedna no góra dwie rzeczy, które przedkłada nad wszystkie inne. I owszem większość naszych dzieci jest wychowana w kulcie „posiadania”, więc nie odda  żadnej swojej zabawki, ale nie mówię o potrzebie posiadania tylko o czymś głębszym, o miłości do tej jednej ukochanej zabawki. Przeglądając zdjęcia na mojebaby.pl w kategorii „Moje baby i maskotki” zauważam pewną prawidłowość, są to głównie niewielkie pluszaki, najczęściej zaś misie. W różnej „kondycji” ale zawsze przytulone „na maksa”. Dają ochronę, bezpieczeństwo i coś co można by nazwać bramą. Bramą do wewnętrznego dziecięcego świata.

Przyjrzyjcie się tym kilku zdjęciom poniżej czy też widzicie to co ja? Nawet wśród wielu zabawek istnieje, wyraźnie, ta jedna jedyna:

Wśród pluszaków

Wśród pluszaków

Nie zawsze zresztą jest to misiu:

Ukochana kaczuszka

Ukochana kaczuszka

Ale jak już jest, to dzieci zabierają go wszędzie:

Mój misiu

Mój misiu

I co Wy na to?

W zasadzie są trzy źródła świetnych fotografii:

  • szczęście
  • umiejętności
  • pomysł

Jeżeli pominiemy dwa pierwsze, nie twierdzę, że nieistotne i pominiemy kwestie roli sprzętu, o co niektórzy na  pewno by się upominali. To pomysł odgrywa kolosalną rolę. Na czym polega ów pomysł? Czasami to sposób ujęcia tematu, czasami pomysł na zestawienie elementów fotografowanych, czasami na pokazanie oczywistego w sposób zaskakujący.

Mam dla Was dzisiaj trzy ciekawe zdjęcia z pomysłem. Nie wszystkie są doskonałe technicznie, nie wszystkie są tylko oparte na pomyśle, ale we wszystkich trzech to pomysł decyduje o ostatecznej wartości ujęcia. Zresztą oceńcie sami. Jako pierwsze przedstawiam damę z balonami. Urokliwe zdjęcie, w którym pomysł, tak jak ja to widzę łączy proste skojarzenia kąpieli – wanna , z nurzaniem się w balonach – któż tego nie chciał?

kąpiel w balonach

kąpiel w balonach

Drugie z kolei zdjęcie pozostawię bez komentarza, no może tylko powiem, że od dwu lat, niezmiennie uznawane jest za najlepsze zdjęcie serwisu Mojebaby.pl:

Udany wypiek

Udany wypiek

I ostatnie, które dzisiaj chciałem zaprezentować, to jedno z moich ulubionych zdjęć, które choć przedstawia czynność prozaiczną, ma dla mnie wręcz nieodparty urok, bo zawiera w sobie kwintesencję dziecka, które tworzy sobie swój świat w sposób dla dorosłego niestety niedostępny, a za którym , muszę to przyznać, strasznie tęsknię.

nocniczkowo

nocniczkowo

Czy zgadzasz się ze mną?

I nie chodzi tu o dylemat jajko było pierwsze czy kura. Raczej chodzi mi o fakt, że fotografia jest już z nami ładnych kilka lat i dobrze by było uratować od zapomnienia fotografie z ery przedcyfrowej. Oczywiście ja myślę głównie o zdjęciach dzieci, wiadomo , ale rzecz jasna chodzi o każde zdjęcia.

Moje Baby , serwis poświęcony zdjęciom, stara się również uratować zdjęcia z rodzinnych archiwów, niestety jakoś nie dostrzegamy , w zalewie (i łatwości tworzenia) zdjęć z cyfraków, piękna i konieczności uratowania przed zapomnieniem zdjęć sprzed 30 i więcej lat. A przecież warto. Na początek zdjęcie z 1934 roku:

zdjęcie dzieci z 1934 rokuZobaczcie, jak inne jest to zdjęcie a jednocześnie jak inne są na nim dzieci. Nie wiem z czego to wynika, ale chyba zgodzicie się ze mną, że dzieci na tej fotografii są jakby starsze niż wynikałoby to z ich metryki.  No i pomimo innej techniki robienia zdjęć (klisze szklane!) kompozycja zdjęcia jest bez zarzutu. Wielu dzisiejszych fotografów mogłoby się z niej czegoś nauczyć. Oczywiście dzisiaj  wymagamy trochę więcej luzu, ale część z fotografującej braci zapomina, że luz ma być po stronie fotografowanego obiektu a nie fotografa. Zobaczmy jeszcze fotografię trochę późniejszą – jest 1965 rok:

Zdjęcie dziwczynki w przedszkolu  z 1965 rokuTo już typowo amatorskie zdjęcie, dziś pewnie trochę razi brak koloru. Ale z drugiej strony dodaje to trochę smaczku. Zwłaszcza, że istotne stają się, nie kunszt fotografa, ale detale z epoki – nieelastyczne rajtki czy sukieneczka, jednak trochę inna niż współczesne (oczywiście już za dwa tygodnie moda może wrócić).

Ten krótki przegląd może skłoni Was do odkurzenia domowych archiwów. Wierzcie tamte zdjęcia również zasługują na  opublikowanie, zawierają bowiem nie tylko nasze wspomnienia, ale i signum temporis, znaki czasu, dodajmy minionego.

Te i inne zdjęcia dzieci znajdziesz na mojebaby .pl

Tym trochę przewrotnym tytułem chcę sprowokować do zastanowienia się nad sytuacjami, w którym nasza, kochana przecież, pociecha czuje się jak uwięziona. I muszę przyznać, że w danym momencie człowiek tego nie dostrzega. Jednak chwila ta uwieczniona np. na zdjęciu, wywołuje chwilę refleksji. Spójrzmy przez moment na poniższe zdjęcie:

Dziecko cierpiące

Dziecko w basenie

Przedstawia ono trudną chwilę w życiu autora bloga. Chwilę, gdy kochana jak najbardziej,  siostra pozostawiła mnie w miejscu, z którego sam nie byłem w stanie się wydostać. Powiem szczerze, wszyscy uśmiechają się do tego zdjęcia, ale gdy tak głębiej się zastanowić, to czy wyraz cierpienia w oczach tego malca nie jest uzasadniony?

Czasami „areszt” jest w życiu dziecka jak najbardziej uzasadniony. Najczęściej chodzi oczywiście o… porę snu!  Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że choć ciało już słabe, to duch wolności w duszy gra. A wtedy… wtedy dochodzi np do takich sytuacji:

Ucieczka z łóżka

śpiące dziecko

No na szczęście ucieczka nie do końca się udała. Ale próba, przyznajcie to sami, imponująca!

Zaciekawił cię problem? Jeżeli tak możesz go przestudiować dogłębniej na moim portalu ze zdjęciami dzieci, Moje Baby.

Prace plastyczne dzieci

Motylek - rysunek dziecka

Podziwiając piękne zdjęcia, na których uwiecznione są nasze dzieci, nie można zapomnieć, że dzieci same są wspaniałymi twórcami. Bez manieryzmu, bez sztuczności, tworzą dzieła będące zawsze wyrazem aktualnego stanu młodego artysty. A ile serca jest w te prace włożone wiedzą tylko rodzice i opiekunowie. Dziecko bowiem zawsze wkłada w to co robi 100% siebie. Oddaje się zajęciu bez reszty i dlatego prace dzieci są tak interesujące. Ktoś powie przecież to bazgroły. Nie zgadzam się całym sercem i duszą! To absolutnie nie jest prawdą.

Zacznijmy od zdjęcia dzieci przy pracy, jak chociażby poniższe. Zobaczcie jak bardzo twórczość je absorbuje, czy my dorośli jesteśmy zdolni do takiego skupienia? Pamiętajmy, że mowa o dzieciach, które zwykle potrafią skupić na czymś uwagę na nie więcej niż parę sekund.

dzieci rysują

Dzieci rysują obrazki

Czy wiesz jak długo  dzieci były pochłonięte pracą? Nie? Na wykonanie tego zdjęcia miałem ponad godzinę. To tak jakby dorosły skupił się nad swoją pracą na kilkadziesiąt godzin. Czy teraz rozumiesz dlaczego tak bardzo cenię prace plastyczne dzieci?

Na koniec nie może się obejść bez przykładu. Pozwolę sobie zamieścić pracę, którą cenię za niezwykłą wyobraźnię. No i oczywiście za to,  że przedstawia moją skromną osobę:

Tata jako batman

Tata na obrazku dziecka

Powiedzcie sami, nie chcielibyście mieć też takiego portretu? A może macie? Pochwalcie się nim na http://www.mojebaby.pl.

Zawsze mnie zdumiewało, że sprawdza się ludowe porzekadło o tym, że brudne dziecko to zdrowe dziecko. Choć logika i wiedza o groźnych drobnoustrojach mówią coś innego praktyka codzienna zdaje się potwierdzać także tę życiową mądrość. Ja jednak widzę w tym powiedzeniu także trochę inne znaczenie. Na 100% brudne dziecko świetnie się bawiło. Na 100% brudne dziecko to szczęśliwe dziecko (z zastrzeżeniem, że ma się gdzie umyć, a brud wynika tylko z zabawy). Dlaczego więc tyle energii wkładamy starając się dziecko doprowadzić do stanu lśnienia? Nie wiem. Wiem za to, że gdy patrzę na poniższe zdjęcie

brudne dziecko w kałuży

Zdjęcie dobrej zabawy brudnego dziecka

Wcale nie czuję dyskomfortu, tylko coś raczej na kształt zazdrości, że mnie już tak nie wypada. Oczywiście są różne sytuacje i czasami nasze dziecko wcale nie chce być brudne, a nawet wręcz przeciwnie. Zresztą co będę tłumaczył, zobaczcie sami do czego prowadzi pogoń za pięknem:

Dziecko usmarowane kremem

Dziecko i krem

Czyż nie jest to prawdziwa apoteoza makijażu.

Nie wyczerpuje to możliwości naszych pociech. Sytuacji, w których są zdolne doprowadzić do ruiny najlepszą pralkę, jest cała masa. Ale doświadczeni życiem z pewnością potwierdzą, że chyba najważniejszą z nich jest jedzenie. Z biegiem lat dochodzę do przeświadczenia, że jeżeli dziecko po jedzeniu jest czyste, to z pewnością mu nie smakowało. Jeżeli stopień ubrudzenia miałby być miarą oceny smakowitości jedzenia, to czy nie chcielibyście spróbować tego co ten bobas:

Dziecko jedzące

Brudne z czekolady dziecko

Czy po tym krótkim przeglądzie dalej macie ochotę tylko myć Wasze dzieci?

%d blogerów lubi to: